blog Gestalt - Śmiertelni NIeśmiertelni Ken Wilber Biblioterapia

Śmiertelni Nieśmiertelni – Ken Wilber

Jeżeli czytasz i zaglądasz tu czasem, to wiesz, że od jakiegoś czasu, pojawiają się na nim przede wszystkim opisy książek. Taki to czas, dużo myśli, mało logicznych treści do powiedzenia. Niby się układa, niby dużo tego jest, ale w rozproszeniu, słowa za diabła nie chcą się ułożyć w jedną logiczną całość w jednym temacie. Siadając do jednego tematu przychodzą pomysły na pięć nowych tematów, ale temat przewodni niknie w gęstwinie. Zastanawiam się czy też tak masz czasem Drogi czytelniku? W życiu, w sprawach, w zadaniach, w tematach?

 

Zgodnie z filozofią i sztuką życia jaką od jakiegoś czasu wyznaję, akceptuję to, przyglądam się temu procesowi i odpuszczam.

Wracając do tematu opisu książek, zamieszczam na tym blogu książki, które:

 

  1. Przeczytałam od deski do deski, bez dłuższych tygodniowych, czy dwudniowych przerw
  2. Wniosły w moje życie najmniejszą zmianę (duchową, świadomościową, nawykową – jakąkolwiek)
  3. Myślę o nich, nawet po zakończeniu lektury
  4. Wzbudziły ciekawość do dalszego poznawania autora, bądź sprawy jaką porusza
  5. Przy której się pośmiałam
  6. Oderwałam od czubka swojego nosa i własnego przerośniętego EGO
  7. Można zaliczyć, albo ja zaliczam bardzo subiektywnie do kategorii biblioterapii

 

Niektóre spełniają jedno lub dwa kryteria, niektóre pięć, ale:

 

Ken Wilber Śmiertelni Nieśmiertelni to petarda

to taki autor, pisarz, człowiek, po przeczytaniu, którego przyszła mi myśl „jak to być mogło, że ona i on oddzielnie przez tyle lat”. Jak mogłam żyć bez jego twórczości i słów? Walnęła mnie miłość od pierwszego poczytania.

Książka znalazła się u mnie na półce piętnaście miesięcy temu, kiedy usłyszałam w słuchawce:

Wiesz, że jesteś mi bardzo bliska? w sumie najbliższa?

Oczywiście, że wiem, będziesz się oświadczać? to zupełnie nie potrzebnie, przecież jesteśmy od dawna po słowie – próbowałam oddalić intuicje i uczucie powagi sytuacji, w której się znalazłyśmy

– Mam raka, mam raka z przerzutami ……

I od tego momentu stanął na mojej półce Ken Wilber ze swoją powieścią Śmiertelni Nieśmiertelni!  Z dwiema łysymi głowami, jego i jego ukochanej. Okładka nie narzucająca się, pomimo użytych w sumie kolorów kontrastu – biały, czarny, czerwony – to jednak delikatność i subtelność z nich bije.

Dotknąć jej nie mogłam, stała tak uparcie, była taka obecna, nieustępliwa i tak zerkała ciągle z tej półki, ponieważ temat bardzo trudny – śmiertelna choroba.  Rak, choroba, która przypomina wszystkim, o tym jacy jesteśmy mali, że śmierć jest obok, w każdej naszej komórce, tak jak życie.

Że wobec śmierci jesteśmy bezsilni, tak niewiele rozumiemy, tak nie wiele jeszcze wiemy.

 

Raka ma każdy, ale z jakiegoś powodu u jednych się uaktywnia, u drugich nie. Wciąż pozostaje tajemnicą dlaczego tak jest?

 

Ken Wilber obalił w mojej głowie pomysł na teorię, że w pełni jesteśmy odpowiedzialni za choroby, które nas spotykają. Choć teoria, którą wiłam w głowie była bezpieczna, dająca iluzję kontroli, wpływu na rzeczy ostateczne. Otóż pisze on tak:

„Najbardziej niepokojący jest fakt, że kiedy społeczeństwo osądza brak zdrowia jako zło, kiedy ocenia schorzenia negatywnie, to prawie zawsze czyni tak wyłącznie ze strachu lub niewiedzy. Zanim zrozumiano, że podagra jest dziedziczna, przypisywano ją słabości moralnej; niewinna choroba stała się „winna” po prostu przez brak dokładnej informacji. (…..) Jesteśmy skazani na znaczenia. Nawet jeśli staje się ono przyczyną bólu, przynosi szkody, to jesteśmy do niego przywiązani, jest na w jakiś sposób potrzebne. I kiedy zaatakuje choroba, społeczeństwo spieszy z ogromnym zasobem gotowych znaczeń i ocen, poprzez które człowiek próbuje je zrozumieć. A jeśli społeczeństwo nie zna prawdziwej przyczyny choroby, ta niewiedza zazwyczaj rodzi strach. Ten z kolei prowadzi do negatywnych ocen charakteru, która miała nieszczęście zachorować. Jest ona nie tylko chora, lecz staje się niezdrowa…..

Krótko mówiąc, im mniej rozumie się medyczne przyczyny choroby, tym silniejsza tendencja, by przekształciła się ona w schorzenie otoczone chaosem mitów i metafor; tym częściej traktowana jest jak ułomność wywołana słabością charakteru albo moralnymi wadami, rozumiana jako schorzenie duszy, defekt osobowości, słabość moralna.

Oczywiście są przypadki, kiedy słabość moralna, słabość woli (powiedzmy nieumiejętności rzucenia palenia papierosów) albo czynniki osobowościowe (powiedzmy, depresja) mogą bezpośrednio przyczyniać się do choroby. Umysł i emocje odgrywają ważną rolę w powstawaniu pewnych chorób. To jednak co innego niż choroba, której podstawowe medyczne przyczyny- na skutek ignorancji czy braku informacji-interpretuje się błędnie jako spowodowane przez defekt moralny lub słabość. To jest ten przypadek, kiedy społeczeństwo próbuje wyjaśnić brak zdrowia, potępiając duszę.”

Myśli i psychika może pomóc w zdrowiu i zdrowieniu, jednak zrzucanie odpowiedzialności na chorych, że sami doprowadzili się do choroby, czy śmierci, jest wygodną szufladą, z którą nam zdrowym łatwiej żyć.

 

Ona wiedziała, ona czuła, śmierci można było uniknąć, gdyby wcześniej wykryli, ona powinna się badać! Pobrzmiewa wina chorego prawda ? I we mnie ona pobrzmiewała !   

Ludwiku Dorn i Sabo nie idźcie tą drogą!
Śmierci nie da się uniknąć, wszyscy to wiemy

 

Szczególnie apeluję do siebie, jako psychoterapeuty, i koleżanek, kolegów po fachu, my przywiązany do teorii samoregulacji, odpowiedzialności za choroby –  Do wygodnej myśli, że rak to rana, nieuwolniony żal, gniew i złość.

Pewnie w jakimś stopniu tak, ale w jakim …..? Ken Wilber twierdzi, że w 20%, czy to wiele ? Pozostawiam Twojej ocenie

 

Treya – bohaterka i miłość Kena Wilbera odchodzi, głos w słuchawce już nigdy nie wyzna jaka byłam bliska. Po piętnastu miesiącach leżakowania Śmiertelni Nieśmiertelni Kena Wilbera spełniły każdy z siedmiu wymienionych punktów.

Jeżeli znasz autora i jego pozycje, to poleć co najlepiej teraz wziąć do ręki, jego autorstwa

 

 

 

Napisz komentarz