Splecione dłonie symbolizujące związek para i miłość

Związek,para, miłość

Związek tudzież Małżeństwo to wyjątkowo trudna relacja; dwoje ludzi z własnej woli podejmuje wysiłek spędzenia ze sobą życia i tworzy związek, od którego oczekują, iż zaspokoi oboje w bardzo licznych dziedzinach funkcjonowania – nie tylko w sferze seksualnej i obszarze rodzicielstwa, ale także w wielu innych. To (…) jawi się jako jedna z najbardziej zdumiewających rzeczy z jakimi się stykamy. Jakbyśmy nie narzekali na natężenie trudności w małżeństwie i częsty rozpad związków, nadal powinno robić wrażenie jak wiele w małżeństwie jest harmonii i satysfakcji. Tę harmonię i satysfakcję często dostrzegamy w najbardziej niespodziewanych miejscach.”

Enid Balint

 

Od momentu kiedy na swojej stronie umieściłam ten „cytat” nieustannie jest ze mną ta myśl. Fascynacja związkami. Ich dopasowaniem i komplementarnością.

Od jakiegoś czasu, z podwójną pasją obserwuje związki: ulotne, krótkie, długie, wieloletnie i wręcz monumentalne.

I nie chodzi tylko o pracę psychoterapeutyczną z parami w gabinecie, choć jest ona oczywiście „lwią częścią” moich obserwacji i zadumy. Obserwuję również związki moich znajomych, przyjaciół, rodziny (nie chcę być psychoterapeutą wszędzie, jednak obserwatorem i uczestnikiem życia jestem i uwolnić się od tego nijak!). No i oczywiście związek mój własny.

Chcę zwrócić uwagę Twoją, drogi Czytelniku, właśnie na ten aspekt; harmonię i dopasowanie, choć czasem, patrząc na różne pary, aż się wierzyć nie chce, jak to „być może że ona i on razem przez tyle lat”. Ich związki to burze, niszczycielskie tsunami, nienawiść, przemoc, czasem obojętność, czasem to zabawa, lekkość, brak kontaktu, brak intymność, życie obok, itp. Można byłoby tutaj wymieniać do 2000 znaków i dalej.

Formy i treści, tak różne w związkach, jak różni jesteśmy my ludzie. Jednak w każdej z tych konstelacji wręcz „szatańskie dopasowanie”.

Do każdego związku należy podejść ze szczególną delikatnością, rozwagą i wyjątkowym dystansem. To dość subtelna materia. Stąpamy po grząskim gruncie. Tutaj mokradła i bagna wciągające.

Dobrze jest oddzielić konflikt małżeński od „neurotycznego konfliktu”. Neurotyczny konflikt oznacza niemożność wspólnego przeżywania przez partnerów istniejących różnic w celowy i rzeczowy sposób, z powodu wewnętrznej fiksacji na nieświadomych konfliktach z okresu wczesnego dzieciństwa[1].

Jak to rozdzielić, rozpoznać ? Bardzo prosto, jeżeli widzisz, czujesz, wiesz, że „para rozgrywa określony wariant niezmiennego tematu” i od lat to samo.

 

On pije – ona samotna i dzielna, wszystko ma na swoich barkach.

Ona wymaga pieniędzy i pałaców – on zawał serca ma, ale pieniądze przyniesie.

Ona go zdradza – on gania kochanków po mieście.

On zdradza (wszyscy widzą) – ona nie widzi.

Co jakiś czas ogromna awantura i wyprowadzka, rozwód i po paru miesiącach cudowny powrót.

 

To wtedy z dużym prawdopodobieństwem masz do czynienia z neurotycznym konfliktem, w którym on i ona odgrywają wyuczony scenariusz i każdy z nich ma swoje korzyści z układu, w którym tkwią.

Dlatego, jeżeli się zaangażujesz, działasz jako ratownik, wejdziesz w koalicję, z którąkolwiek ze stron, to szybko z przyjaciela rodziny, domu, małżeństwa staniesz się kozłem ofiarnym. I może się okazać, że Ty jesteś przyczyną ich problemów małżeńskich. Zewrą szyki i wylądujesz na pozycji mąciciela, zła ostatecznego, a ich związek uratuje tylko odcięcie się od Twojej osoby. I może to dobrze dla nich?! O Ciebie już nikt się nie martwi, związek przetrwał pójdzie dalej, pójdą szukać kolejnych ratowników – kozłów ofiarnych, których będą się pozbywać po kolei. Ponieważ walczą z przeciwnościami losu, walczą ze wspólnym wrogiem, który chce ich „idyllę rozwalić”.

„Nawet wtedy, gdy oboje partnerzy cierpią w małżeństwie, to nie oznacza to wcale, że są zmotywowani do terapii partnerskiej, a więc gotowi podjąć poważny wysiłek, by zmienić wzajemne stosunki. Ta „zabagniona” sytuacja wywołuje pewien oddźwięk społeczny i ogólne współczucie.”[2]

Dlatego to co mnie, czy Tobie jawi się jako cierpienie czy bezsens, dla nich może być sensem istnienia związku, ale również ich jako jednostek. Być może właśnie to cierpienie napędzą ją czy jego do życia, do działania. Do trwania.

Może lepiej zająć się własnym związkiem? 😉

 

Szanuj siebie i swojego partnera, zobaczcie jak bardzo pasujecie do siebie, jesteście siebie warci nawzajem, jesteście wręcz idealnie dopasowani!

 

Najczęściej Twój partner/-ka umożliwia Tobie funkcjonowanie w świecie jaki sobie „wyśniłeś/-aś”, jaki masz skrypt rodzinny, do czego zostałeś oddelegowany czy jak zostałeś zaprogramowany.

 

Jeżeli masz tajemnice, on/a będą chcieli ją poznać.

Jeżeli jesteś nieokiełznany/a on/a będą cię chcieli okiełznać.

Jeżeli chcesz być odrzucany, on/a będzie Cię odrzucać.

Jeżeli jesteś zaprogramowany na spełnianie wysokich oczekiwań, on/ona będą wysokie oczekiwania przed Tobą stawiać.

Jeżeli chcesz dawać, on/a będą brać.

Jeżeli chcesz rządzić, kontrolować, dominować on/a się podporządkuje.

Jeżeli chcesz walczyć, on/a będą walczyć do śmierci.

Itd., itd…

Proste prawda?

A jednak bardzo skomplikowane i trudne w życiu pary

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ najczęściej nie widzimy swojej sprawczości w relacji.

W psychoterapii pary najtrudniejszym jest to, aby każdy z partnerów przyznał przed samym sobą i partnerem, że oboje po 50 % są odpowiedzialni za swój związek i jego kształt. Ni więcej, ni mniej. Po równo za kryzys, po równo za szczęście, po równo za nudę, po równo za rutynę i, to bardzo śmiałe stwierdzenie, za zdradę i jego rozpad też. (Choć uważam absolutnie, że nie da się uratować wszystkich związków i lepiej czasami odejść, by uratować siebie. Jednak przyczyna jest taka sama, jedna ze stron nie szuka w sobie problemów, czy oporów do rozwiązania tylko za swoje samopoczucie, stan ducha, karierę lub jej brak obwinia drugą stronę, przerzuca całą odpowiedzialność za siebie i związek na drugą stronę, albo całą odpowiedzialność bierze na siebie i nie widzi sprawczości i odpowiedzialność za sytuację po drugiej stronie.)

 

  1. Otwórz oczy i pomyśl czy nadal kochasz i chcesz?

Jeżeli tak przejdź do następnego pytania

 

  1. Pomyśl jaki Ty byłeś/aś, na początku waszej przygody? Co się zmieniło w Tobie i dlaczego?

 

  1. Jakie miałeś/aś marzenia, plany co Ci się udało, a czego nie udało się zrealizować?

 

  1. Spisz na kartce wszystko to, czego Ci brakuje od partnera/ki. Np. nie mówi, że kocha, nie przytula, nie robi śniadania do łóżka, nie przynosi kwiatów, nie rozmawia, nie zaprasza itp.

 

Lista gotowa?

Cała?

Brawo !

Teraz

zobacz ile z tych rzeczy Ty robisz wobec partnera/ki.

 

Jeżeli Ty robisz wszystko, a on/ona nic zgłoś się do psychoterapeuty. Czeka Cię praca nad sobą.

 

  1. Zaplanuj godzinę na rozmowę, w której się spotkacie i porozmawiacie o sobie, nie o „organizacji życia” i technicznych jego aspektach, a o sobie nawzajem, o czasie, przemijaniu, doświadczeniach, ponieważ „małżeństwo to przede wszystkim długa rozmowa. (…) Wszystko inne jest w małżeństwie przejściowe, ale przeważająca część obcowania przypada na rozmowę”
  2. Nitzsche

 

I dla mnie najważniejsza rzecz! Nie bójcie się przyznać, że kochacie, jesteście dumni i szczęśliwi. Choć nie zawsze bywa kolorowo!

Niektórzy ludzie boją się posądzenia o naiwność, jeśli odważą się po tylu wspólnie spędzonych latach uznać swoje małżeństwo za wierne i szczęśliwe.”[3]

 

 

 

[1] J.Willi, Związek dwojga, psychoanaliza pary, Jacek Santorski &Co 1996, s.185
[2] tamże, s.47
[3] tamże s.47

Napisz komentarz