Dziecko i ojciec, noszone na rękach. Młody ojciec i córka

Tato bądź! Dzień Ojca – 23 czerwiec

 

Zastanawiałam się długo, czy napisać, ponieważ ani ojcem nie jestem, ani przedstawicielem rzeczonej płci.

Jestem psychoterapeutką, nie lubię udzielać rad, bo jak i po co? Przecież to sprawa pomiędzy synem a ojcem, córką a ojcem, ojcem a ojcem. A jednak ręka świerzbi.

No przecież ojca, tatę, czasem tatusia posiadam i może to dlatego jest taki „pęd owczy” do wypowiedzi w tej sprawie. Samoświadomość jednak zobowiązuje: odczuwam to, uświadamiam sobie i uwalniam, więc piszę J.

 

Do Ciebie i Ciebie ojcze, tato, tatusiu, ojczymie! Mężczyzno, partnerze, kochanku, przyjacielu.

No i do partnerek Twoich też piszę – nie będę się ograniczać w tej sprawie.

Nie wiem, jak być dokładnie ojcem, jedno jednak wiem na pewno, dobrze jest jak „jesteś ” i od początku zmieniasz pieluchy – Twoja obecność emocjonalna i fizyczna to podstawa Twojego ojcostwa – takie proste, a jednak tak trudne. Dlaczego to takie trudne? Nie wiem.

Czy to:

– kwestia dziedzictwa – „wciąż nieobecnych polskich ojców – wojowników” (zabory – pobory do wojska Rosji, Austrii, czy Prus, zrywy powstańcze, druga wojna światowa – partyzantka, powstania, walka podziemna, 50 lat ZSRR – znowu podziemie, walka, wreszcie solidarność) ?

-wychowania pokoleń polskich mężczyzn przez samotne matki bez wzorca męskiego, których mężowie we wcześniej wspomnianych akcjach ginęli bez wieści?

-współczesnych trudności z rolą męską i tożsamością (psychoterapeuci, socjologowie i psychologowie biją na alarm) [1]

 

Jak to w życiu bywa, pewnie w każdym przypadku inaczej i w każdym przypadku te wszystkie czynniki nakładają się na siebie i przenikają wzajemnie.

Obojętnie jednak, czy pradziad był powołany do carskiego wojska (mój był), ojciec w AK, a wujek w powstaniu, to teraz Twoja obecność jest „niezbędna” dla małego, a później młodego człowieka.

Obojętnie, czy mieszkasz z matką swoich dzieci, czy jesteście po rozwodzie, czy jeszcze w innym układzie. Twoje bycie, świadome i prawdziwe, jest tym, czego Twój potomek wymaga i bardzo potrzebuje.

I zapewniam Cię, wbrew pozorom, ten czas kiedy jesteś „niezbędny” nie potrwa długo! Obejrzysz się raz, obejrzysz się drugi, a Twoje potomstwo wejdzie w wiek nastoletni lub adolescencji (jeśli ktoś lubi ten termin) i wyfrunie z gniazda. Wtedy obecność Twa nie dość, że będzie zbędna, to w wielu przypadkach będzie wywoływać irytację i bunt. I nie będzie się też czemu specjalnie dziwić.

 

Bądź! Taki jaki jesteś, ze swoimi wadami i pozytywami. Ze swoim punktem widzenia, ze swoimi regułami, zasadami, ze swoim całym światem, tak jak go widzisz, przeżywasz i czujesz. Ojciec daje motywację do działania i przekraczania własnych słabości. Jego miłość, w przeciwieństwie do miłości matki, jest warunkowa, czyli uzależniona od osiągnięć dziecka[2].

Wracając do pieluch, zastanów się przez chwilę:

Czy naprawdę uważasz, że Twoja partnerka, kobieta, matka, teściowa lepiej podetrze pupę Twojemu potomkowi? Wszak chusteczki te same.

Czy lepiej założy pieluchę, nasadzi na nocnik?

Czy jesteś przekonany o tym, że kobieta bardziej zachęci i zagrzeje do walki?

Czy naprawdę uważasz, że drobne ręce kobiety dadzą większe poczucie bezpieczeństwa małemu człowiekowi podczas kąpieli kiedy małe, delikatne ciałko ślizga się od mydła w małej wanience?

Czy naprawdę uważasz, że Twoja kobieta wie lepiej czego bardziej potrzeba 5, 8 czy 10 latkowi? Przecież też byłeś w tym wieku. Ona miała swoje potrzeby dziecięce i Ty miałeś swoje, z pewnością trochę inne.

 

Wiem, że my kobiety, matki, nie wykluczam siebie z tego, jakże zacnego grona, bardzo często, czasem za często, z racji tego, że „nosiłyśmy 9 miesięcy pod sercem”, „mamy mleko”, itd. uzurpujemy sobie prawo, że wiemy więcej, rozumiemy lepiej i bardziej czujemy nasze dziecko.

Ponieważ… i pada tutaj grad ciężkich, zastanych historycznie i stereotypowych argumentów: jesteśmy bardziej empatyczne, delikatniejsze, wrażliwsze, czulsze, miękkie itp.

I w niektórych przypadkach to niezaprzeczalny fakt, a w niektórych niezaprzeczalny błąd!

Każda z nas jest inna, każde dziecko jest inne, więc uczciwym byłoby przyznać, że czasem wiemy, a czasem błądzimy, tak jak i Ojciec dziecka by błądził.

A może diabeł tkwi w tym, że „uczymy się pilniej” naszych dzieci, chociażby poprzez to, że nie dopuszczamy, żadnych „obcych rąk” do naszego dziecka?

Oczywiście bywają przypadki, że ojciec porzuca dziecko, znika bez słowa, jak kamfora, zapada się pod ziemię. Wstępuje do Legii Cudzoziemskiej, zaczyna półroczny lub roczny staż za granicą – najlepiej w Stanach bądź Australii. Korporacja składa ofertę nie do odrzucenia, platforma wiertnicza kusi dolarami. Przypomina mu się, że doktorat, kariera, że dom „musi” wybudować i drzewo zasadzić, albo jedno i drugie w czasie połogu. Partnerka nie ta, trafił „jak kulą w płot”. Różne wymówki chłopców (celowo użyty rzeczownik) w życiu usłyszałam. Kreatywność w tej sprawie 10/10, jak to u chłopców.

 

Jednak nie wiem, czy to nie częściej my matki czujemy się zazdrosne, zagrożone? Jedyne, wyjątkowe i przez to święte i cudowne, bo zajmujemy się dzieckiem tak jak nikt na świecie! Od urodzenia do wyprowadzki z domu, jeśli w ogóle ona następuje.

Jeżeli doświadczymy pomocy i będziemy dzielić obowiązki z naszym partnerem to co wtedy z nami?

Przyznając się do tego, że ojciec dziecka jest opiekuńczym, angażującym się ojcem i odciąża nas w połowie w obowiązkach, to tylko w połowie będę idealną matką?

Wszak idealna matka, to poświęcająca się i dająca radę zawsze i wszędzie, przygotowana, przewidująca, ogarniająca całą rodzinę i siebie – widzisz tu miejsce dla ojca?

Jak wypadniemy w opinii innych matek, kobiet? Co powie babcia? Wszak odkąd pamięta, chłop był od czego innego, a na pewno nie od dzieci!

 

Może już czas zrobić miejsce dla Ojca, Taty, Tatusia, Papy, Ojczyma? A Ty drogi Ojcze nie pozwól, aby Twoje dziecko pozostało bez Twoich dłoni, zapachu, Twojej energii, miłości, spontaniczności, opieki, dumy i akceptacji. Podziwu, oklasków, reguł, zasad i konsekwencji.

 

Zakończę fragmentem książki, który mnie rozczula. Wprawdzie mówi o synu, jednak ja to odnoszę do córek w równym stopniu jak do synów:

„ Jeśli Chłopiec/ Dziewczynka ma w tym okresie ojca pod bokiem, może przeżyć coś niepowtarzalnego. Mama stawia go/ ją na ziemi, a ojciec, stojąc kilka kroków dalej, mówi: „No chodź do mnie, chodź do mnie! Wtedy mały Chłopiec/Dziewczynka po raz pierwszy odrywa się od mamy, by wyruszyć zupełnie samodzielnie w tę niezmierzoną przestrzeń między matką a ojcem. W końcu, po długich jak wieczność sekundach, dociera do kresu tej niebezpiecznej podróży – do ojca. Zalicza swój pierwszy sukces (…) W tym innym męskim świecie czeka na niego/nią ojciec, który radośnie chwyta go/ją w ramiona i unosi w górę jak bohatera/kę!”[3]

Niech Wasze dzieci będą bohaterami dla Was i wy bądźcie bohaterami dla Nich!

 

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł podziel się z innymi Ojcami, do swojego sama wyślę! 😉

 

 

 

 

[1] http://wyborcza.pl/duzyformat/1,145320,18091001,Co_to_znaczy_meskosc_.html

 

[2] http://wyborcza.pl/magazyn/1,145323,18103074,Przyszli_ojcowie_potrzebuja_ratunku.html

 

[3] W. Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Wydawnictwo Do 1998, s.12

Napisz komentarz